Ku pokrzepieniu serc

 

Pewnego szarego poranka na Dolinę Muminków spadł pierwszy śnieg. Padał miękko i cicho – w parę godzin wszystko było białe.

Tove Jansson

 

Co można czytać, gdy na dworze przejmujący ziąb, dominujący kolorem jest szarość, a do wiosny nie zbliżyliśmy się nawet na barani skok? Może coś dającego nadzieję, coś krzepiącego, mądrego i przytulnego? Coś, co da nam wrażenie siedzenia przy kominku, pod kocem na kanapie, z kubkiem gorącego napoju w ręku. Coś, co się nami zaopiekuje.

Nie znam mądrzejszej, bardziej uniwersalnej i pochłaniającej lektury nie tylko dla dzieci niż opowieści z Doliny Muminków.

Nie czytałam tej serii jako dziecko, co może było zrządzeniem losu, bo nie zdążyłam się zrazić i uprzedzić. Mając lat kilka otarłam się o nie w animowanej wersji z lat siedemdziesiątych, która zachwyciła mnie tajemniczością, plastycznością i charakterystyczną dla tamtego okresu stylistyką. Po książki sięgnęłam, gdy miałam kilkuletniego synka (nomen omen, jego dziewczyna też jest muminkofilem!) – i czytałam je z zapartym tchem, bardziej sobie niż jemu. Podobało mi się wszystko: że są takie podobne do i takie inne od naszego świata. Że bohaterowie mieszkają nad morzem (niespełnione jak na razie marzenie), że postacie świetnie sobie radzą i są tak niezależne. Że panuje taki dobry, rodzinny nastrój -wszyscy, którzy pochodzą z domów z problemami zrozumieją, co mam na myśli. Że choć dzieją się różne dramatyczne historie, to zawsze znajduje się rozwiązanie. 

Podobał mi się sam język (słowa uznania dla tłumaczek, Teresy Chłapowskiej i Ireny Szuch-Wyszomirskiej): prosty, choć pełen zaskakujących zwrotów, mądrych myśli i zabawnych pomysłów. Oczarowała mnie wyobraźnia autorki i lekkość jej opowieści; zachwyciłam się bohaterami, z których każdy był indywidualnością, i każdy miał jakieś cechy, które mogłyby wydawać się męczące, gdyby nie fakt, że inni po prostu przechodzili nad nimi do porządku dziennego. Nie przejmowali się tak wszystkim – co za odkrycie, że można tak żyć!



© Moomin Characters™


Jednym słowem, pokochałam muminkową rodzinę całym sercem. Mamę, która spokojnie przyjmuje kolejnych gości, po prostu dostawiając talerz. Tatę, który nie robi awantur i ma wiele szacunku dla swojej żony. Muminka, który jeśli się czymś przejmował, to zawsze mógł z tym pójść do swojej mamy[1]. Włóczykija, który po prostu wyrusza, bo wie, że to dla niego dobre (chociaż Muminkowi jest smutno). A także innych bohaterów: drobinkę leśną z jej uwielbieniem dziarskiego Paszczaka, psa Ynka, który tęsknił za tym, co omal go nie zabiło i nawet Bukę, która nie mogła się ogrzać.

Przeczytaliśmy z moim synem wszystko, na co mieliśmy wtedy gotowość: Kometę nad Doliną Muminków, Lato Muminków, Zimę Muminków i W dolinie Muminków. Zaśmiewaliśmy się czytając o rozrabianiu ciasta na naleśniki w wannie i wożeniu tych usmażonych taczkami. Denerwowaliśmy, gdy przychodziła Buka i zastanawialiśmy, co też zrobi Czarodziej. Czuliśmy respekt przed Emmą i tajemniczym „Rekwizytornią” i nie lubiliśmy Paszczaków (w każdym razie, niektórych typów Paszczaków). Zachwycał nas Kapelusz Czarodzieja, a jego możliwości działały na wyobraźnię. A już to co zrobił ze Słownikiem Wyrazów Obcych…

Kartki robiły się podobne do zeschłych liści, a spomiędzy nich zaczęły wypełzać wszystkie obce Słowa i rozłazić się po całym domu. (…)

- Nie mam pojęcia jak pozbędę się tych słów, porozłaziły się po całym domu, nie ma miejsca, gdzie by ich nie było! Wprowadziły wszędzie okropny nieporządek!

Całkiem jak w życiu.





W pewnym momencie Muminki miały niewielką konkurencję – najwyżej Dzieci z Bullerbyn – co wiele mówi o skandynawskiej literaturze oraz podejściu tamtych autorów do dzieci.

Jednak przy Opowiadaniach z Doliny Muminków mój syn wymiękł, prosząc spokojnie: nie czytajmy tego… Faktycznie, powiało mrokiem i niezgłębionymi tajemnicami ludzkiej natury; Igor zrozumiał chyba, że i ja nie czuję się w tym zbyt pewnie. Co dopiero mówić o Dolinie Muminków w listopadzie! – sam tytuł budził dreszcze. O Tacie Muminków i morzu czy Pamiętnikach Tatusia Muminka nie wspominam – po te części nie miałam zamiaru sięgać, mając wtedy bardzo trudny kontakt z ojcem (pełnym mojej zapiekłej wrogości). Co innego, gdyby to były Opowieści Mamy Muminka, o, wtedy rzuciłabym się na nie z zapałem – żeby dowiedzieć się, jak być taką mamą.

Ze znajomym tłumaczem, redaktorem i molem książkowym w jednej osobie zgodnie ustaliliśmy, że w Listopadzie… i Opowiadaniach… panuje atmosfera gęsta jak u Bergmana albo Strindberga, a i grafomańskie Pamiętniki… można sobie darować.

Jeśli chodzi o Igora, na tym chyba zakończył swoją przygodę z Muminkami (chyba, że dziewczyna namówi go na kontynuację), a dla mnie fascynacja dopiero się zaczęła. Kubki z Muminkami, kolczyki z Włóczykijem – rozgościłam się w tym świecie na dobre. Jednak musiało minąć kilkanaście lat, żebym odważyła się[2] na Tatusia Muminka i morze – i zachłysnęła się tym, jak bardzo jest to książka o mnie, i jak każdy bohater ma w sobie jakieś moje cechy. Czytałam z wypiekami na twarzy, i rosnącym żalem, że opowieść o zmianie, nowych decyzjach, zostawieniu wszystkiego zaraz się skończy. Rozochocona sięgnęłam po Opowiadania z Doliny Muminków, z ich galerią typów jak najbardziej ludzkich i przeglądałam się w nich jak w lustrze – polecam, można odnaleźć siebie albo znajomych! Całkiem już zbezczelniawszy, wypożyczyłam w bibliotece Dolinę Muminków w listopadzie – i połknęłam jednego październikowego dnia, zaznaczając co ciekawsze cytaty[3]. No to poszłam za ciosem i machnęłam również wspomniane Pamiętniki… - i kilka osób z mojego otoczenia stało mi się o wiele bliższych.



© Moomin Characters™


Kiedyś z całej serii najbardziej lubiłam W dolinie… – jako najspokojniejszą i najbardziej bajkową. Obecnie, mając większą gotowość na dawkę dramatyzmu, przekierowuję się na Morze… Muszę też przyznać, że jako teatroman i reżyser-amator trochę tęsknię za Emmą z Lata…, co pewnie oznacza, że wkrótce do niej powrócę. No i co roku sięgam po Zimę Muminków – nic nie działa tak krzepiąco na ściśniętą w imadle chłodu świadomość jak fakt, że gdzieś komuś może być jeszcze zimniej, samotniej i trudniej.

- Chciałam ci tylko powiedzieć, że idzie wielki mróz – rzekła Too-tiki.

- Jeszcze większy? – spytał Muminek.

No i jaka to przyjemność czytać o miejscu, w którym śniegu jest tyle, że trzeba wychodzić oknem, i to tym w dachu!

Rozmawialiśmy kiedyś ze znajomym, których muminkowych bohaterów lubimy, podziwiamy, z którymi się utożsamiamy. Otóż na początku, sama mając dziecko, zachwycałam się Mamą Muminka – tak bardzo chciałam być odpowiedzialna, pogodna i wyrozumiała jak ona! Niestety, bliżej mi było do znerwicowanej i histerycznej Filifionki, magazynującej rzeczy ponad miarę. Z czasem polubiłam zadziorną indywidualistkę, Małą Mi (biorąc pod uwagę, ile razy wykorzystano jej wizerunek w popkulturze, nie jestem odosobniona w swoich sympatiach). Potem zrozumiałam Włóczykija – niezależnego samotnika, aż wreszcie zbliżyłam się do Too-tiki – z jej spokojnym przyjmowanie tego, co niesie życie i wiarą, że robi to, co robić powinna.

Są całe artykuły i strony poświęcone analizie psychologicznej Muminków: kto jest kim, co chciała uzewnętrznić autorka, kim były tak naprawdę Mama Muminka czy Too-tiki. Wszystkich zainspirowanych zachęcam do rzucenia się w odmęty sieci, a tymczasem powiem tylko tyle, że nawet bez tej wiedzy można spokojnie żyć i czerpać z ksiązki Tove Jansson tyle, ile się da.




Bo Muminki są dobre na wszystko. I mają cytaty na każdą okazję. Zobaczcie sami:

Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne, cenne i swoje własne. A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą, kiedy chcą. Niech się tłuką o ściany, szukając po omacku wejścia, i tak go nie znajdą, bo wszystko jest zamknięte, a w środku siedzi ten, kto był przezorny, siedzi i śmieje się, zadowolony z ciepła i samotności.

 

Wymagało to trochę czasu, ale decyzja została powzięta. A decyzja to zawsze rzecz pożyteczna.

 

- Samotność szybko się nudzi!

- Zdziwiłbyś się, jak wielu ją lubi.

 

Panuje na ogół opinia, że geniusze są niesympatyczni, lecz jeśli o mnie chodzi, jakoś nigdy tego nie zauważyłem.

Można leżeć na moście i patrzeć, jak przepływa pod nim woda. Albo biegać i brodzić w czerwonych botach po mokradłach. Albo zwinąć się w kłębek i przysłuchiwać się, jak deszcz pada na dach. Bardzo jest łatwo miło spędzać czas.

Jedyne co miało jakiekolwiek znaczenie, to fakt, że znalazłem prawdziwego przyjaciela, a tym samym zacząłem naprawdę żyć.

- Hej! – powiedział Ryjek. – Odkryłem ciekawą ścieżkę. Wygląda niebezpiecznie.
– Jak niebezpiecznie? – spytał Muminek.
– Powiedziałbym, że niezwykle niebezpiecznie – odparł poważnie Ryjek.
– W takim razie musimy wziąć ze sobą kanapki i sok – postanowił Muminek

Był strasznie stary i łatwo zapominał. Obudził się któregoś ciemnego, jesiennego ranka i nie mógł sobie przypomnieć, jak się nazywa. Trochę to jest smutne, kiedy nie pamięta się cudzych imion, natomiast zapomnieć swoje należy wręcz do przyjemności.

Są tacy, co zostają w domu, i tacy, co odchodzą. Zawsze tak było. Każdy może sam wybrać, ale musi to zrobić, póki jeszcze czas, i w żadnym razie nie rozmyślić się.

 

Nawet jeśli nadal myślicie, jak Ryjek, że cała ta rodzina [jak również autorka artykułu] cierpi na brak kontaktu z rzeczywistością! – to sięgnijcie po jakąś część. A skoro już mamy zimę, to osobiście polecam Zimę… właśnie – dużo przyjemniej znosi się wtedy to, co za oknem.

A tych, którzy znają i kochają, zachęcam do odgrzania ulubionych historii. Tylko zaopatrzcie się w kanapki i sok, będzie wam przyjemniej. Albo przynajmniej taczkę naleśników.

I pamiętajcie: Jutro będzie nowy, długi dzień. Wasz własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.

 

Ewa Skórska, muminkofil niepospolity.

PS. Zima! – myślał. – Przecież można ją lubić!


© Moomin Characters™

 




[1] Scena, w której pociera nosem o jej nos budzi moje niezmienne rozczulenie.


[2] Tak już mam – nie czytam mrocznych książek, nie oglądam horrorów. Jako jednostka nadwrażliwa, przeżywam potem fabułę, odtwarzam ją w snach i odchorowuję przez kilka dni. Z tego powodu starannie dobieram sobie raczej pogodne tytuły, chroniąc kruchą psychikę.


[3] Po latach ciekawie jest popatrzeć, co nas kiedyś bawiło, zachwycało albo bolało.




  • Комментарии
Загрузка комментариев...