Византийский Ковчег | VAMPIRE THE MASQUERADE: BLOODLINES

W okresie Święta Zmarłych i Halloween czas na recenzję gry nawiązującej trochę do tematyki tych świąt. Cóż może być lepszego niż wampiry? Chociaż książki i filmy dość poważnie wyeksploatowały już tematykę krwiopijców i pokazały nam ich sylwetki niemalże z każdej strony, gry komputerowe nie do końca dają sobie radę z przeniesieniem tych stworzeń na ekrany komputerów.


Tak więc Vampire The Masquerade: Bloodlines to jedyna gra, która przychodzi mi na myśl, jeśli chodzi o produkcje skupiające się na wampirach. Trzeba przyznać, że eksperyment się udał i jest to jedna z najciekawszych gier, w jakie przyszło mi zagrać, lecz i w tej beczce miodu znajdzie się spora dawka dziegciu. Fenomenalna fabuła i interesująca tematyka mieszają się tutaj z wieloma błędami mechaniki, które utrudniają rozgrywkę.
Już na samym początku gry zostałem zaskoczony sposobem tworzenia postaci. Vampire przywitało mnie zestawem pytań, które miały pomóc zbudować moją postać. W grze możemy wcielić się w wampira z jednego z siedmiu całkowicie różnych od siebie klanów. Pozytywnie zaskakuje fakt, że różnią się one czymś więcej niż tylko nazwą – tak naprawdę każdy z nich prowadzi fabułę gry na swój unikalny sposób. Swego rodzaju ankieta ma za zadanie wskazać mi, który klan będzie mi najbliższy. Koniec końców mogę podążać za swoimi odpowiedziami i stworzyć postać wzorowaną na moim profilu osobowościowym (chociaż do dziś nie jestem do końca pewien, czy powinienem martwić się, że gra bez żadnych wątpliwości zawsze przyporządkowywała mi osobowość Malkaviana – najbardziej szalonego, czy też może obłąkanego, z wampirów) albo zupełnie zignorować wysiłki twórców i samemu wybrać klan, w którego przedstawiciela chciałbym się wcielić.
Na grę składają się cztery spore obszary – Santa Monica, Los Angeles, Hollywood oraz Chinatown (w każdym z nich oddano nam do dyspozycji również kanały) – oraz lokacje „poboczne”, czyli wnętrza budynków, wille czy plaże. Przygodę zaczynamy w Santa Monica, lecz w miarę wykonywania misji odblokowujemy kolejne fragmenty mapy. Do każdego z miejsc możemy dostać się taksówką. Gra bez większych problemów pozwala nam zboczyć z głównej linii fabularnej, żeby spokojnie zająć się eksploracją. A jest czym się zajmować. Właściwie do każdego z budynków można wejść, w każdym z nich czeka nas coś do zrobienia lub ktoś do porozmawiania. Ba, w grze mamy nawet własną kryjówkę, która pozwala nam na odbieranie i wysyłanie e-maili oraz relaks przy włączonym telewizorze czy radiu. Z drugiej strony należy przyznać, że w wielu budynkach wystrój wnętrz pozostawia wiele do życzenia, a liczba miejsc, w które możemy się zapuścić nie jest aż tak imponująca.

vampire the masquerade bloodlines 1 20151102 1939898839

Fabuła i klimat są bez wątpienia najmocniejszymi punktami Vampire The Masquerade: Bloodlines. Gracz wciela się tu w świeżo upieczonego wampira, co daje nam świetną okazję do zapoznania się ze światem praktycznie od zera. Jak to zwykle bywa, z biegiem czasu stajemy się coraz bardziej liczącą się postacią, a wykonywane przez nas misje mają wpływ na otaczający świat. Poczynania mogą doprowadzić nas aż do pięciu różnych zakończeń gry. W dodatku przedstawiciel każdego z klanów przeżywa historię na nieco inny sposób. Wszystko to skłania do tego, żeby przejść grę więcej niż jeden raz i odkryć alternatywne zakończenia, które do tej pory pozostawały ukryte. Na plus należy także zaliczyć to, że scenarzyści nie wpadli w zbytni patos, historia jest raczej prosta, lecz ciekawa do poznania. Wszystkiego dopełnia szary miejski klimat, w którym na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się nudne, lecz niemalże każda z postaci kryje w sobie kolejną tajemnicę do odkrycia.
Z każdym zadaniem nasz wampir staje się coraz potężniejszy. System rozwoju stworzony został bardzo przejrzyście. Kolejne poziomy umiejętności kupujemy za punkty doświadczenia, które to zdobywamy za wykonywanie zadań. Do każdej z opcji dodano krótki opis, więc łatwo się w tym wszystkim odnaleźć. W całej grze nie ma aż tylu punktów doświadczenia, żeby maksymalnie ulepszyć wszystkie umiejętności, więc prędzej czy później musimy wybrać swego rodzaju specjalizację dla naszego krwiopijcy. Choć z jednej strony gra zmusza nas do rozwijania postaci w jednym aspekcie, należy pamiętać, że nie każde zadanie w grze da się rozwiązać w sposób pokojowy i czasem okoliczności zmuszą nas do walki. Poza umiejętnościami takimi jak walka wręcz czy skradanie mamy możliwość ulepszenia zdolności specjalnych, które wiążą się z naszą przynależnością klanową. Ciekawostką jest także tzw. współczynnik „humanity” – czym niższa jest jego wartość, tym większe prawdopodobieństwo, że bestia kryjąca się głęboko w nas wypełznie na zewnątrz i przejmie kontrolę nad właścicielem ciała. Jeśli opowiadamy się za pokojowymi rozwiązaniami, „humanity” rośnie, jeśli zaś wykonujemy misje po trupach, stajemy się coraz mniej ludzcy. Vampire wyciąga jednak rękę w kierunku wielbicieli brutalnych rozwiązań – punkty doświadczenia mogą być wydane na podciągnięcie „humanity” do bezpiecznego poziomu.
Gra umożliwia nam rozwiązanie konfliktów na kilka różnych sposobów. Spośród siłowego rozwiązania mamy możliwość ataku z użyciem różnego rodzaju broni białej, ataku wręcz, w którym polegamy na własnych pięściach oraz strzelania. Tak naprawdę tutaj zaczyna pojawiać się problem. Walka bronią białą i pięściami różni się jedynie rodzajem animacji przy uderzeniach. Jeśli pomyślnie wykonamy combo, przeciwnicy zawsze odlecą kilkanaście metrów do tyłu. Jeżeli mamy szczęście, będziemy w stanie odrzucać ich tak długo, że zginą, nie zadając nam żadnych ciosów. O ile jednak przy walce wręcz da się zrozumieć swego rodzaju umowność ataków, o tyle strzelanie jest po prostu zrobione z błędami. Bez zainwestowania w ulepszanie tej umiejętności celownik będzie podskakiwał, a nasze ataki nie będą wywoływały poważniejszych obrażeń. W dodatku nie ma większego znaczenia, gdzie będziemy celowali. Strzał w głowę nie jest jakkolwiek premiowany, więc o wiele bardziej opłaca się strzelać w tułów, bo szerszy i można sobie pozwolić na większy margines błędu.

vampire the masquerade bloodlines 3 20151102 1929281495

Na plus należy ocenić system zdolności, które są odrębne dla każdego z klanów. Tak więc np. Malkavian może przenieść odrobinę swojego szaleństwa na inne postaci, a zdolności Brujah czynią go szybszym czy potężniejszym. Korzystanie z tego arsenału wymaga od nas jednak wydawania krwi, którą w pocie czoła staraliśmy się pozyskać od przechodniów. W tym miejscu gra przygotowała dla nas jeszcze jeden smaczek. Wampiry kierują się kodeksem, który zwą „maskaradą”. To dzięki niemu ich egzystencja pozostaje w tajemnicy przed światem. W związku z tym nie możemy pić krwi, gdy w pobliżu kręcą się inni ludzie albo za żadne skarby nie możemy wypić kogoś „do pełna”. Wszystko to skutkuje naruszeniem maskarady. Gra daje nam tylko cztery szanse, przy piątym złamaniu zasad zostajemy unicestwieni i musimy zaczynać zabawę od początku (od ostatniego zapisu). Wszystko to sprawia, że gracz naprawdę zaczyna utożsamiać się z postacią sterowaną na ekranie, zaczyna polować tak, żeby jego mroczna tajemnica nie wyszła na jaw.
Największą wadą gry są jej niezliczone błędy. Nie ma tutaj czego ukrywać – w Vampire The Masquerade: Bloodlines nie da się zagrać, nie instalując wcześniej patchy wykonanych przez... fanów. Dlaczego? Otóż wydawca gry – Activision – tak bardzo gnał twórców z ukończeniem gry, że ci nie byli w stanie gry dopracować, dopiąć na ostatni guzik. W żadnym razie nie jest to usprawiedliwieniem, lecz pokazuje, z jakim produktem mamy do czynienia. Nie komentując zachowania żądnych zysku biznesmenów, należy jednak zastanowić się, jak zdeterminowani muszą być fani produkcji, którzy właściwie wciąż produkują mody, patche i ulepszenia gry, mimo tego że została ona wypuszczona na rynek w 2004 roku! Pośpiech ten rzuca się jednak w oczy właściwie na każdym kroku. Część umiejętności wampirów czyni nas właściwie niezniszczalnymi, część w ostatecznym rozrachunku może okazać się stratą czasu. Natomiast najgorzej sytuacja ta wpłynęła na sztuczną inteligencję przeciwników, której po prostu... nie ma. Sytuacja, w której dwóch wrogich żołnierzy rozmawia ze sobą, ale jeden nie jest w stanie zorientować się, że drugi już nie żyje, jest nie do przyjęcia nawet w produkcjach sprzed ponad 10 lat.
Co więc sprawia, że Vampire The Masquerade: Bloodlines stała się grą kultową? Na pewno jedną z takich rzeczy jest fenomenalna gra aktorska. W opinii wielu graczy jest to najlepiej zdubbingowana gra, jaka kiedykolwiek ujrzała światło dzienne. Postaci są wyraziste, przekonujące, każda z nich posiada unikalny charakter, na który składa się nie tylko ton czy sposób mówienia, ale nawet drobne gesty, wliczając w to przewracanie oczami. Gra absolutnie wciąga nas w swoją historię i robi to bez większego wysiłku. Z drugiej strony fabuła jest w stanie wyhamować w odpowiednim momencie, gracza nie traktuje się tutaj jak półidioty, który nie umie sobie pododawać pewnych rzeczy. Są rzeczy, których trzeba się po prostu domyślić. Kolejnym fenomenem jest różnorodność charakterów i sposobów w jaki opowiadana jest ta historia. Każdy z siedmiu klanów prowadzi nas przed wydarzenia trochę inaczej. Gra każdym z nich wymaga odmiennej taktyki, strategii, innego podejścia do wykonywanych misji. Nie ma tutaj miejsca na nudę. Po wszystkich patchach gra jest na tyle grywalna, że chce się ukończyć ją jeszcze raz jako postać z innego klanu i poznać alternatywne rozwiązanie historii. Jest to jedna z tych gier, które zapisują się w pamięci na długo i po jakimś czasie nachodzi ochota, żeby je sobie przypomnieć.
Vampire The Masquerade: Bloodlines to gra ponadczasowa. Pięknie opowiedziane przygody młodego wampira wciągają gracza w niezwykle interesujące uniwersum. Gra nie jest na tyle długa i ciężka, żeby była na jeden raz – jest wystarczająco lekka i ciekawa, żeby chciało się zagrać jeszcze raz i poznać zakończenie wydarzeń z trochę innej perspektywy. Aż trudno uwierzyć, że gra z taką ilością błędów może wywoływać tak pozytywne emocje.

vampire the masquerade bloodlines 2 20151102 1984533381